wykonania testów DNA wszystkim dziesięciolatkom. Zakładając, że

– RJ?
– Tobie też? – zapytał.
bank. Coś tam California coś tam.
– Hairy, cicho!
A zatem Fernando nie przyjdzie. Znowu.
O’Donnell zostawiła za sobą szlak śmierci i rozpaczy – pisał dziennikarz. – Nie
Zacisnął zęby, po chwili upił łyk piwa i odwrócił wzrok, jakby dach restauracji okazał się
W panice młóciła rękami i nogami, chciała się uwolnić, zrzucić z siebie ciężar. Serce
mercedesa.
Cricket wyglądała jak przepuszczona przez wyżymaczkę. Weszła do pokoju i rzuciła plecak koło stołu. - Gdzie, do diabła, byłaś? - spytała Sugar, wciąż roztrzęsiona. Spod kuchennego stołu wyszła Caesarina i zaczęła zawzięcie machać ogonem. Przeciągnęła się, ziewnęła i podeszła wolno do Cricket, dopraszając się pieszczot. - Jezu! Co jej się stało? - zapytała Cricket, patrząc na pokrytą szwami ogoloną szyję psa. Skóra była zabrudzona zaschniętą krwią i żółtą maścią antyseptyczną. - Pogryzł ją niedźwiedź? - Nie wiem. Stało się coś dziwnego. Wypuściłam jarano i wróciła pocięta, przerażona jak diabli, a to, jak wiesz, do niej niepodobne. Popędziłam z nią do weterynarza, powiedzieli, że miała szczęście... Myślałam, że pożarła się z oposem albo szopem, ale lekarka twierdzi, że obrażenia wyglądają, jak zadane jakimś ostrzem. Dziwnie mi się przyglądała. Pewnie podejrzewała, że poranne dźganie nożem własnego psa to moje ulubione zajęcie. Powiedziała też, że Caesarina musiała mieć kontakt z jakąś toksyczną substancją. Do diabła, sama dobrze nie wiedziała. - To konowały - powiedziała Cricket, poklepując sukę po głowie. - W każdym razie żyje i chociaż wygląda paskudnie, nie jest z nią źle. Wszystko to było dziwne. Najpierw ten telefon, potem ranny pies... - Sugar wciąż jeszcze dygotała ze strachu. - Więc - wróciła do tematu. - Gdzie byłaś? - Co cię to obchodzi? - Włosy Cricket domagały się szczotki, makijaż wyblakł, marszczona bluzka była poplamiona. Spod dżinsów, którym też przydałoby się trochę vanisha, wystawał fragment tatuażu. Przeciągnęła się, odsłaniając płaski brzuch, w pępku zabłysnął kolczyk. - Nie zaczynaj ze mną, dobrze? Póki tu mieszkasz, opowiadasz się mnie. Od zmysłów odchodziłam, zamartwiałam się o ciebie. - Nie mam już dziewięciu lat. - Taa, dorosła panna jesteś. - Jezu, co cię napadło? Sugar postanowiła najpierw się uspokoić i dopiero wtedy powiedzieć o telefonach. To pewnie jakiś palant z klubu. Nie ma powodu siać paniki. Najpierw musi opanować te głupie nerwy. - Po prostu jestem dzisiaj zdenerwowana. - A to mój problem? Raczej nie. Ochłoń najpierw. - Mogłaś zadzwonić. - A ty mogłabyś przestać zrzędzić - odszczeknęła Cricket. - Daj mi spokój, dobrze? Sugar wzięła głęboki wdech. Wreszcie ustąpił strach, który na moment ją sparaliżował. - Nie chciałam na ciebie naskoczyć. - To dobrze. Więc już daj spokój. Przestań odgrywać rolę matki. - Cricket ziewnęła. - Jest jakaś kawa? - Przeciągnęła ręką po krótkich włosach. Ufarbowane na czerwono z niebieskawo-czerwonymi pasemkami wyglądały dziwnie, ale nie najgorzej. Kiedy były uczesane. A dziś rano nie były. - Jest, ale zimna. - Wszystko jedno, byle z kofeiną. - Poszła do kuchni, wzięła kubek i nalała sobie gęstniejącego płynu ze szklanego dzbanka. Ziewając, wstawiła kubek do mikrofalówki. - Mogłabyś zrobić sobie świeżej.
Bentz nie odwrócił się, cały czas przeczesywał wzrokiem mroczną kipiel w dole. Gdzie
Mówiła beztrosko i za to był jej wdzięczny. W ciągu minionych dni okazywała mu
pewnie mnóstwo kobiet.
rozmowie. Co za idiotyzm! Nigdy nie była zastraszoną, zahukaną kobietką, której brak
Sprawdź kiedy jest niedziela handlowa w sklepach w Polsce.

zrozumieć. Tak! Karolina Północna, przecież tam właśnie byli. Outer

ramiona. – A potem, po rozmowie w cztery oczy, pojadę z tobą na policję. Ale jeśli teraz
– Tak. Zobaczyłem to w poczcie, uznałem, że to tylko twoja sprawa, więc... – Wzruszył
Tutaj zapach perfum był bardziej wyraźny. Coś ścisnęło go za gardło. Zatrzymał się na
koronawirus test

przekleństwo – odruch, by odpychać od siebie wszystko, co dobre. Owszem, była

Wyciągnęła odbitki i podała Davidowi. Spojrzał na pierwszą i
347
Więc może ona? Ostatnie półtora tygodnia było jedną wielką, szaloną

Policjant pokiwał głową. Mierzył Bentza wzrokiem.

najmniej tak bardzo jak jej rozmówczyni. - Nam też pieniądze nie
- Przejeżdżamy przez granicę czy przekraczamy ją pieszo?
- Nie, ja... - Nie bądź głupia, Cass. Inaczej nam się nie uda. Zacisnęła palce na miękkich skórzanych paskach. Straszliwie poniżona wsiadła na konia. Spojrzała na Briga. - Wiesz, Brig, możesz mówić, co chcesz i myśleć, co ci się podoba, ale ja cię kocham i chyba zawsze będę cię kochać. Popatrzył na nią, ale się nie odezwał. Koń odwrócił się i zarżał. - I na przyszłość proszę cię: nie wyświadczaj mi już żadnych przysług! 6 Choć słońce jeszcze nie wzeszło, na odległej farmie na wzgórzach zapiał pierwszy kogut. Świt wstawał powoli, odsłaniając na wschodzie grzbiety gór. Koń był śmiertelnie zmęczony. Stał w rogu pola z nisko spuszczoną głową i strzygł uszami. - Ty żałosny sukinsynu - wymruczał Brig. Zwykle lśniąca skóra Remmingtona była brudna, a oczy miał dzikie. - Twoje szczęście, że nie mam broni, bo bym cię własnoręcznie zastrzelił i poszedłbyś na karmę dla psów! Remmington parsknął wyzywająco. - Tylko się rusz, a przysięgam, że cię dopadnę i zabiję. Koń był zmordowany. Brig bez trudu chwycił lejce i dosiadł ogiera. - Może następnym razem porządnie się zastanowisz, zanim uciekniesz. Nie jesteś wart tyle zachodu. Brig klasnął, spiął konia piętami i pomyślał, że wiele mają ze sobą wspólnego. Obaj byli zbuntowani, zawsze gotowi sprzeciwić się tym, którzy mieli nad nimi władzę. Koń truchtem mijał pola. Chłopak chciał wrócić, zanim Mac i pozostali robotnicy zjawią się w pracy. Gdy Brig dotarł do wybiegu przy stajni, dostrzegł światło w wielkim domu. Pewnie kucharz i służący byli już na nogach, żeby przygotować wszystko na nadchodzący dzień dla ich wysokości Buchananów. Zaraz na dziedziniec wjedzie Mac. Chociaż Brig pracował cały dzień i nie zmrużył oka przez całą noc, będzie musiał przepracować kolejnych osiem, dziesięć albo dwanaście godzin. Ale nie to było najgorsze. Zastanawiał się, jak spojrzy Cassidy w oczy. To było nie lada wyzwanie. Zeszłej nocy zachował się jak idiota. Pozwolił, żeby emocje wymknęły mu się spod kontroli. Wcale nie zamierzał jej całować ani dotykać, ani tym bardziej pozbawić dziewictwa. Ale Bóg mu świadkiem, że nie był w stanie się powstrzymać. Tak mało brakowało, a przecież ona ma tylko szesnaście lat i jest zepsutą, bogatą córką jego szefa. Dziwnie go pociągała. Była dzieciakiem, który nie ma zielonego pojęcia o mężczyznach i o seksie. W przeciwieństwie do Angie. Zacisnął zęby i skarcił się za to, że tak go podniecają kobiety Buchanan. A raczej dziewczęta. Chociaż krzykliwa zmysłowość Angie budziła w nim niesmak, nie mógł się jej oprzeć. Boże, gdyby Chase go teraz widział! Nigdy nie przypuszczał, że będzie miał takie problemy z kobietami. Uwodzi go dziewczyna, która ma największe powodzenie w Prosperity, a jego pociąga jej zadziorna młodsza siostra. Czy on jest normalny? Nie zapalając światła, wprowadził Remmingtona do stajni. Wyczuł, że ktoś tam jest. Pewnie Willie. Mieszkał w pokoju nad stajnią. - Co ty tu robisz tak wcześnie? - Brig wyciągnął rękę po wiadro, żeby nalać koniowi wody. - Ty draniu! - Dostał pięścią w twarz. Odchylił głowę. Poczuł potworny ból szczęki. Splunął na ścianę. Ledwie oddychał. Instynktownie zacisnął pięści - Co jest, do cholery...? - Odwrócił się na pięcie. Nie przyszedł jeszcze do siebie, gdy dostał drugi raz. Mężczyźnie strzeliło w palcach. Brig znowu zarobił w szczękę. Z hukiem upadł na podłogę. Instynktownie odwrócił się do drzwi. - Trzymaj się od niej z daleka! Gdy oczy Briga oswoiły się z ciemnością, rozpoznał Derricka. Miał czerwoną, wykrzywioną z wściekłości twarz. Z jego oczu wyzierała nienawiść. W powietrzu czuć było zapach whisky. - Słyszałeś, McKenzie? Trzymaj fiuta z daleka od mojej siostry! Przed oczami stanął mu obraz Cassidy. - Ja nie... - Widziałem cię, bydlaku. Przesadziłeś. - Chciał kopnąć Briga, ale tym razem chłopak był na to przygotowany. Chwycił Derricka za wypastowany but i mocno wykręcił mu nogę. - Au! - Derrick stracił równowagę i z hukiem runął na ziemię. Uderzył głową o ścianę. - Zabiję cię! - ryknął. - Obetnę ci jaja! Konie zarżały. Brig pomógł Derrickowi się podnieść. Buchanan sięgnął do kieszeni. Z głośnym trzaskiem otworzył scyzoryk, który złowieszczo połyskiwał w ciemności. Brig zamarł. - Najpierw wytrzeźwiej, Buchanan - poradził mu Brig, ocierając krew, która poszła mu z nosa. Nie spuszczając oczu z noża, obserwował, jak Derrick próbuje utrzymać się na nogach. - Bo inaczej zrobię ci krzywdę.
Sprawdź jak napisać odwołanie od decyzji zus do sądu